„Mnie to się nigdy nie przydarzy” – czyli pięć „najdroższych” słów na łotewskich drogach?
Dyskusja „Ubezpieczenia – czy bezpieczeństwo osobiste może być obowiązkowe?” odbyła się podczas niedawno zorganizowanego festiwalu dyskusyjnego „Lampa”. Uczestnicy dyskusji poruszyli również temat „OC bezpodstawnych optymistów” – czyli dlaczego ludzie wciąż żyją z myślą, że „mnie to nigdy nie spotka”. Wygląda na to, że jest to jedno z „najdroższych” sformułowań w łotewskim ruchu drogowym.
W rzeczywistości wszyscy ubezpieczamy się na wypadek zdarzeń, których nie planujemy doświadczyć każdego dnia. Ubezpieczamy dom, mimo że nie planujemy pożaru. Kupujemy ubezpieczenie podróżne, mimo że nie planujemy spóźnić się na samolot ani zachorować na wakacjach. Jednak gdy tylko pojawia się kwestia obowiązkowego ubezpieczenia, niektórzy kierowcy nagle przyjmują zupełnie inną logikę – „jeżdżę ostrożnie”, „i tak nic się nie stanie”, „mogę się obejść bez przeglądu technicznego jeszcze przez kilka dni”. W rzeczywistości nie jest to odwaga ani pewność siebie. To iluzja.
W psychologii zjawisko to nazywa się stronniczość optymizmu lub nierealistyczny optymizm. Ponad 1000 badań pokazuje, że około 70-80% ludzi uważa, że złe rzeczy przytrafiają się innym częściej niż im samym. Innymi słowy, wszyscy wiemy, że wypadki drogowe się zdarzają, ale podświadomie jesteśmy przekonani, że statystyki dotyczą naszego sąsiada. Niestety, to właśnie w ruchu drogowym takie myślenie może być najbardziej kosztowne.
W 2025 roku 233 wypadki drogowe były spowodowane przez nieubezpieczone pojazdy. W ubiegłym roku na Łotwie odnotowano łącznie 37 609 wypadków, co oznacza, że pojazdy bez OC sprawcami były 0,62% wszystkich wypadków. Ktoś mógłby powiedzieć – zaledwie sześć dziesiątych procenta. Tak mało?! Ale za każdym z tych 233 wypadków stoi osoba, która do tej pory była pewna, że to właśnie jej nic się nie stanie.
LTAB Zebrane dane pokazują, że średnio każdy właściciel samochodu ma wypadek drogowy raz na 11 lat. Właściciele ciężarówek natomiast mają wypadek drogowy raz na sześć lat.
Podobny problem występuje w innych częściach Europy. Na przykład w Wielkiej Brytanii. Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych Szacuje się, że na drogach wciąż znajduje się ponad 300 tysięcy nieubezpieczonych pojazdów, a straty z nimi związane ostatecznie pokrywają wszyscy uczciwi kierowcy poprzez wyższe składki ubezpieczeniowe. Natomiast w Niemczech i krajach skandynawskich odsetek nieubezpieczonych pojazdów jest znacznie niższy. Tam OCTA nie jest postrzegane jako nieprzyjemny obowiązek, lecz jako oczywista odpowiedzialność wobec innych użytkowników dróg.
W tym tkwi główna różnica. Niektórzy łotewscy kierowcy nadal postrzegają OC jako zbędny dodatkowy koszt, którego można uniknąć. OC nie jest jednak inwestycją w samochód. To gwarancja, że jeden niefortunny błąd nie przerodzi się w czyjeś nieszczęście i finansową katastrofę.
Ci, którzy przeżyli lata 90., pamiętają dowcip o „zapinie”, który uderzył w tył Mercedesa na światłach. W tamtych czasach takich problemów nie rozwiązywała OCTA, ale masa mięśniowa i siła fizyczna, a wielu „kierowców z zapinami” musiało sprzedać swoje domy, spadek po babci i inne cenne przedmioty, aby pokryć wyimaginowane straty właściciela Mercedesa i uciec ze złamanymi kośćmi.
Ilu dzisiejszych „nieuzasadnionych optymistów” byłoby skłonnych żyć zgodnie z zasadami i przepisami lat dziewięćdziesiątych? Ilu z tych, „z którymi nic się nie dzieje”, byłoby skłonnych wyciągnąć z kieszeni ponad sto tysięcy euro, co stanowi najwyższą obecnie zarejestrowaną kwotę odszkodowania z tytułu OC za wypadek spowodowany przez nieubezpieczony pojazd na Łotwie?
Niestety, niektórzy ludzie wciąż kierują się zasadą: „Dopóki nic się nie dzieje, nie ma problemu”. To tak, jakby odmawiać założenia kamizelki ratunkowej na łódce tylko dlatego, że nie była potrzebna podczas poprzednich rejsów. Wiele rzeczy w życiu wydaje się niepotrzebnych, dopóki nie staną się jedyną rzeczą, która może nas uratować.
OCTA to inwestycja w bezpieczeństwo innych. Bo w ruchu drogowym nigdy nie jesteśmy sami. Codziennie powierzamy swoje bezpieczeństwo zupełnie obcym osobom – tym jadącym z naprzeciwka, wyprzedzającym, stojącym obok nas na światłach. Oni z kolei obdarzają nas zaufaniem. To wzajemne zaufanie jest o wiele cenniejsze niż kilkadziesiąt euro, które ktoś ma nadzieję zaoszczędzić, nie kupując OCTA. Dlatego najważniejsze pytanie brzmi nie: „Ile kosztuje OCTA?”. Najważniejsze pytanie brzmi: „Ile kosztuje pewność, że nigdy mi się to nie przydarzy?”.
